RSS
czwartek, 21 września 2017

Siedzę z córeczką u dziadków, trwają ustalenia logistyczne. Każdy usiłuje przeforsować swoją wizję wydarzeń, włącznie z najmłodszą uczestniczką rozmowy.
- Jak już przyjedziesz, mamo, tym swoim wypierdkiem...
- Misiu, to nie jest eleganckie słowo, wolałabym abyś go nie używała.
- Dobrze. Więc jak już przyjedziesz tym swoim małym koromysłem...

Ku osłupieniu dziadków.
A mojej radosnej wspomnieniowej refleksji.
Gdyż to piękne staropolskie i absolutnie zapomniane słowo ma swoją historię w naszej rodzinie, gdy parę lat temu wspólnie z Podlasiakami nadaliśmy mu specyficzną definicję, czegoś absolutnie od rzeczy. Bez sensu. A nawet wbrew. I jak mi się właśnie przypomina, ostatnim koromysłem była w sensie ogólnym żona. Ale również wielki tir, którego jadąc na Śląsk kawalkadą nie umieliśmy przeskoczyć.

Jak znalazł, tu i teraz.

21:39, mammouth
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 września 2017

Napięcie przedurodzinowe stopniowo rosło, aby w przeddzień osiągnąć poziom kulminacyjny. Zwykłe sobotnie zadania przeszły na dalszy plan, priorytetowe okazały się zakupy, obejmujące kilka dobrych dziesiątek cukierków dla wszystkich możliwych koleżanek i kolegów. Tatuś przeżył już swoje w sklepie, gdy przy każdym regale znajdowało się coś do okolicznościowego nabycia. By następnie zdenerwować się na temat nieposprzątanego pokoju, paru niegrzecznych zachowań oraz odegrania ćwiczonego koncertu a-moll i etiudy zdecydowanie nie w stylu Paganiniego. I efektownego zakończenia biegiem po schodach, skutkującym uderzeniem się w i tak już dramatycznie wyglądający palec. 

I gdy wydawało się, że dzień jakoś szczęśliwie udało się nam wszystkim przeżyć, niedobre emocje wyciszyć, pretensje załagodzić, parę fundamentalnych spraw przywołać, córeczka na ostatniej prostej w stronę łóżka zechciała się jednak zatrzymać i z wyrzucić to, co zalegało najmocniej:
- Naprawdę nie wiem dlaczego tata nie chciał mi kupić paróweczki.

21:17, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- O, zobacz, misiu, tu obudziły się jakieś zwłoki - dobiegło mnie po ciężkiej nocy, po żołądkowo jeszcze cięższym dniu radosne wezwanie tatusia w stronę poddasza. Na mój widok, jak zgaduję. Jednak dopiero rzeczowa odpowiedź, która nadeszła, przywołała mnie do przytomności szybciej niż cokolwiek innego:
- Zwłoki się nie budzą...

Jestem w domu.

21:00, mammouth
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 września 2017

- Dominiko, jaka ty jesteś już duża! - Powitanie, jakie spotkało pewnego ranka Dominikę w mojej pracy zupełnie niespodziewanie spowodowało wyłączenie jej codziennego otrzaskania, że tak kulturalnie posłużę się w tym miejscu eufemizmem. Zakłopotanie towarzyszyło nam jednak tylko do momentu zamknięcia za sobą drzwi.
- Nie lubię takich pytań. - Powracamy z naturalną zmierzłością i wygadaniem.
- Ale dlaczego? Są przecież bardzo miłe. - Bronię nie tylko koleżanek, ale i pewnych bardziej obiektywnych zasad.
- A co miałabym na nie odpowiadać?: "Ale urosłaś!" - Dziękuję, dziękuję. "Jakie masz długie włosy!" - Jem kapustę!

10:01, mammouth
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 września 2017

- Pościeliłaś łóżko? - Pytam kontrolnie o poranku, przeczuwając niestety odpowiedź.
- Nie pościeliłam.
- A dlaczego? - Skoro rozpoczęłam ten dialog, muszę w niego brnąć. A mogłam się spodziewać, że może być trudno zachować twarz.
- Bo lubię jak jest tak rozkosznie rozkopane, jakby dopiero co ktoś z niego wyszedł.

18:05, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- Ja wiem, dlaczego ci ludzie nie mają ubrań - odkryła córeczka podczas jednego ze spacerów, gdy plaża dla psów, jak głosiła tabliczka, okazała się plażą dla ludzi bez ubrań. Co niezmiennie szokowało wszystkie nasze ubrane dzieci. - Oni się po prostu chcą opalić PO CAŁOŚCI!

17:34, mammouth
Link Dodaj komentarz »

Jeśli wakacje to przygody. 

Jedną z takich było pływanie kajakiem, o ile pewnego dnia w jedną stronę absolutnie relaksowe, o tyle popołudniem w drugą absolutnie mordercze i nieprzewidywalne. Problemem okazało się zwyczajowe documowanie do drabinki, nie wspominając o bezpiecznym wysadzeniu trzech dziewczynek, a ich przywiązanych do kajaka dmuchanych kół już dopiero. Nie bez znaczenia był też nerwowy nastrój tatusia, próbującego odebrać nas na brzegu. Morski prąd wespół z wiatrem z imponującą skutecznością bawiły się kajaczkiem, przerzucając go to z fantazją na skały, to znów na środek morza niemalże. Mając więcej sił można by się nieźle bawić, czułam już niestety w mięśniach ponadwymiarową walkę z żywiołem. Z zainteresowaniem śledził ją również z lądu przypadkowy obserwator, ewidentnie gotów w każdej chwili do bohaterskiej pomocy. Na szczęście udało się bez, i po nadludzkim wysiłku oraz po wymianie paru miłych słów, wszystkim dziewczynkom i kołom udało się bezpiecznie znaleźć na brzegu. I po wszystkich raftingach, kąpielach w pontonach, pirackich bitkach i podróżach w pożarach, moja córeczka podsumowała przygodę jednym zdaniem:
- To było dopiero extreme.

Fakt, trochę było.

17:25, mammouth
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 sierpnia 2017

Ten sam wyjazd przyniósł nam jednak również wiele zachwytów i refleksji. Głównie tych dotyczących piękna świata, które właśnie tam jest pięknem oczywistym i wprost narzucającym się. Spacerując ustronną nadmorską promenadą, chcąc nie chcąc, kontemplowaliśmy to, czego nie sposób doszukać się gdziekolwiek indziej. Tym razem jednak na naturalną kontemplację udolnie nakładało się coś mniej oczywistego. Gadanie. Nawijanie, jak z taśmy.

Pierwszym, który podjął próbę strząsania nienaturalnego naturalnym okazał się tatuś, namawiając gadułę do przestawienia się na odbiór, właśnie wtedy, gdy morze cudownie rozbijało się o kamienne wybrzeże, pokazując zarazem swoją ogromną siłę, jak i urzekającą łagodność. I tym właśnie udało się morzu zwrócić na siebie uwagę córeczki, która grzecznie wsłuchawszy się na chwilę muzycznym uchem, odpowiedziała nie porzucając ani na chwilę swojego życzliwego dystansu:
- Blup.
- Blup.
- Blup.

21:55, mammouth
Link Dodaj komentarz »

Wakacyjny wyjazd tradycyjnie w stronę ciepłego morza nietradycyjnie rozpoczął się nierówną walką: my a komary. Ze względu na klimat (oraz widok) otwartego na oścież tarasu, nie do uniknięcia. Przewidujący sprawę tatuś przygotował nas na ewentualność odpowiednim akcesorium wkładanym tam, gdzie dzieci i paluszki, czyli w prąd, niestety jednak nie pamiętał gdzie i przez kilka dni nie potrafił go odnaleźć. I gdy napięcie wprost proporcjonalnie do strat własnych rosło, córeczka, zainspirowana zaobserwowaną właśnie na plaży sceną transportowania przez mrówki nieżywej ćmy, wielokrotnie przebijającą proporcje słonia i człowieka, zasugerowała z sympatyczną ironijką:
- A może komary wspólnymi siłami postanowiły nam to wynieść?

21:32, mammouth
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 lipca 2017

Góry są piękne.
Wybraliśmy się z zaprzyjaźnioną rodziną na wejście na Rysiankę, którą oczywiście mimochodem zdobyliśmy, choć nie w czasie regulaminowym, a mocno rozszerzonym z tego względu, że bardziej niż szlaku turystycznego, trzymaliśmy się tego jagodowego. Wyjątkowo owocnie. Jako ubodzy zbieracze prezentując się może nieco zbyt fioletowo, ale jak zawsze schludnie.

Tymczasem trzy dziewczynki zwyczajowo kończąc wycieczkę w prześciganiu się w zawodach na najbardziej bolące nogi i niewygodne buty, po zejściu na końcowy odcinek szlaku, elegancko wyasfaltowany, dołożyły do zabawy konkurencję polegającą na wymarzeniu sobie tego, czego akurat brakuje im najbardziej:
- Chciałabym teraz mieć rower.
- A ja rolki - siostry jak zwykle zgodnie. - Albo konia.
- A ja hulajnogę - moja córeczka ceni oryginalność.
- Rower byłby lepszy, można sobie siedzieć.
- Na koniu też można.
- Ale męczysz się bardziej.
- Lepszy byłby rower.
- Nie, bo koń.
I można by tak bez końca, córeczka jednak najbardziej ze wszystkiego zechciała rozbić bank:
- Najlepszy byłby wózek inwalidzki.

Bezwzględnie.

10:59, mammouth
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33