RSS
niedziela, 15 kwietnia 2018

Wieczory są urocze.
Odprowadzam córeczkę do spania z całym rytuałem. W zbyt krótkich piżamowych spodniach, rozczesanych metrowych włosach, zmęczona późną porą, wtulając się na dobranoc - nie przestaje być sobą:
- Pachniesz grobem - słyszę czułe i zamieram. Tylko na chwilę i tylko niedosłownie, gdyż w miarę szybko okazuje się, jaki jest sens wypowiedzi, związany nie z moim wiekiem czy stanem, a z zapachem użytego przeze mnie płynu do kąpieli, kojarzącego się z cmentarnymi kwiatami, jak się dowiaduję, woniejącymi jednakowo, bez względu na gatunek. Pojęcia nie mam skąd ta wiedza, od sztucznych kwiatów stronimy jak od populizmu. Ale oddycham z ulgą.

I zabieram zapach ze sobą:-)

21:25, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- Mamo, ja naprawdę potrzebowałabym nową piżamkę... - zgłasza zmierzająca ku spaniu córeczka, zatrzymana jeszcze na dłuższą chwilę przy rozczesywaniu jeszcze dłuższych włosów. Uwadze udaje się jakimś cudem dotrzeć nawet do tatusia, z założenia przygłuchego na tego typu spostrzeżenia. 
- No, faktycznie, woda w piwnicy - zauważa mimochodem ten ostatni, nie odrywając się zbyt gwałtownie od swojego komputera. Kochana córeczka postanowiła jednak oderwać tatusia skuteczniej, posiłkując się przy tym przepiękną pieśnią wielkanocną Oto jest dzień, który dał nam Pan, wykonywaną przez nas uroczyście całkiem niedawno. Głosem niebiańskiego psalmisty, czyniąc przy tym aluzję prawie całkiem niewinną:

- Ty, który nosisz spodnie na swych piętach...

21:06, mammouth
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2018

- Zobacz mamo, łabądź! - Wyrywa mnie z odrętwienia zawodowego kierowcy dowożącego tam i z powrotem córeczka. Przemierzając całkowicie podmiejskie okolice przynajmniej jedna z nas chłonie oznaki budzącej się wiosny i natury. 
- Mówi się łabędź - nie chłonąc poprawiam machinalnie, nie oddrętwiając się jeszcze do końca. Mam jednak ku temu okazję, gdyż temat z czyjejś wrodzonej przekory staje się rozwojowy.
- Łabądź.
- Łabędź.
- Ale przecież mówi się „bądź”, a nie „będź”.
- Ale łabędź nie jest od czasownika „łabyć” - orzekam tonem mojej ulubionej pani profesor i sprawa wydaje się być zamknięta. Ale tylko się wydaje, gdyż profesorstwo również okazuje się dziedziczne:
- Od bezokolicznika „łabyć”.

19:49, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- O, czemu ja tutaj jadę... - spostrzegam poniewczasie głównie do siebie, ale okazuje się, że również do córeczki, którą w pierwszym dniu po świętach, jeszcze wolnym w szkole, a już nie w pracy, wiozę nieoczekiwanie na miejsce przesiadkowe, z którego jedzie się do szkoły, a nie do pracy.
- No ja się właśnie dziwię dlaczego tu jedziesz - życzliwie i ze spokojem spostrzega przytomna córeczka.
- No właśnie. Przecież nie jedziemy dzisiaj do Marty... - biadolę żałośnie, obierając przy okazji możliwie najkrótszy wariant dalszej dłuższej drogi. Ci co mnie znają wiedzą, jak bardzo nie lubię się gubić.
- No ja to wiem - przytomnie ciągnie wieziona. - Dziwię się, że TY NIE WIESZ.

19:11, mammouth
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 marca 2018

- I co, masz jakieś przemyślenia? - Zaczynam pedagogicznie wracając do domu po trudnym dniu, wywołanym trudną sytuacją, wywołaną przez trudny incydent córeczki w muzycznej szkole.
- Nie mam. - Odpowiada tak radośnie, jak szczerze, a z głębi domu dobiega mnie cierpki i niepytany tatuś:
- Ja mam!
Niezupełnie takich reakcji się spodziewam. Bardziej oczekiwane byłyby choć najmniejsze oznaki skruchy, sytuacja jednak toczy się dalej w nie tę stronę co trzeba, gdyż nieoczekiwany wist spoza sceny dramatu natychmiast podłapany zostaje przez małego winowajcę:
- Tatuś ma i się ze mną podzielił!
- To jak, masz jakieś czy nie masz? - Drążę, gdyż temat naprawdę wygląda na poważny. Powaga występuje jednak na poziomie średnim i nieoczekiwanie dla siebie samej daję się złapać we własne sidła:
- Mam. Od tatusia!

12:02, mammouth
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 marca 2018

W dniu, w którym światowej klasy skrzypaczka zawitała do naszej światowej klasy sali koncertowej z mistrzowskim recitalem, nie mogłyśmy z córeczką nie zawitać również. Bez recitalu co prawda, ale z najprawdziwszą ciekawością świata. Co prawda dobór repertuaru, przeplatający muzykę klasyczną z tą zdecydowanie nieklasyczną, wręcz aklasyczną, autorstwa naszego współczesnego kompozytora, o którym wspominano tu już niedawno, wydawał się doborem karkołomnym, upewnił mnie jednak przede wszystkim w tym, jak słabo znam się na muzyce w ogóle. Bez zdziwienia przyjęłam również refleksje mistrzowskie córeczki, z których pierwsza nastąpiła w formie dyskretnego szeptu tuż po pierwszym ukłonie artystki:
- To mogłaby być moja babcia!

I gdy koncert toczył się swoim tempem, równolegle swoim toczyły się przemyślenia:
- A dlaczego oni teraz wychodzą? Chcą wejść jeszcze raz? - Gdyby nie chodziło o tej klasy artystkę można byłoby przypuszczać, że być może za pierwszym razem nie weszli dość dobrze, ale nie, są jeszcze miejsca, w których konwencje mają znaczenie. Zwłaszcza, że prawdziwe emocje i doznania były jeszcze przed nami. I kiedy tylko zaczęło się współczesne córeczkę najpierw nieco obudziło, następnie zmieszało, potem wstrząsnęło, by w kolejnej chwili nieco ogłuszyć i popchnąć aż do grzecznego zaopiniowania:
- Dziwny ten utwór.

Szczęśliwie bez skandalu dobrnęłyśmy do końca muzycznej uczty, która to uczta musiała wywołać w małej skrzypaczce przewagę wrażeń pozytywnych, gdyż jako pierwsza ustawiła się do kolejki po autografy. Mała skrzypaczka ze swoim małym instrumentem na plecach musiała wywołać również reakcję wielkiej skrzypaczki, ponieważ przy atugrafowaniu, jak zdołałam spostrzec z boku, nawiązała się rozmowa. Zaciekawiona zagaiłam niezwłocznie, dowiadując się jednak mniej niż się spodziewałam:
- Nic nie zrozumiałam, bo ta pani mówiła do mnie po niemiecku.

20:14, mammouth
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 marca 2018

Igrzyska olimpijskie, może nie wywołując aż takich emocji jak na przykład ostatnie, gdy powodów do radości i dumy narodowej mieliśmy nieco więcej, pozwalają skupiać się na rzeczowym przyglądaniu się poszczególnym interesującym nas dyscyplinom. Ale, jak się okazuje, nie tylko dyscyplinom. Równie godnymi uwagi stają się kwestie mniej oczywiste, a specyficzne dla grup etnicznych, czy nacji. 

Życie w domu toczy się swoim rytmem, córeczka przypatruje się rywalizacji w jednej z dziedzin zdominowanej przez zawodników pochodzenia skandynawskiego. Przygląda się z uwagą, błyskiem w oku i pewnego rodzaju krytycyzmem:
- Mamo, posłuchaj, oni tak dziwnie mówią: Yyy, eee, yyy, o-umlaut.

21:18, mammouth
Link Dodaj komentarz »

Świętą cierpliwość do wnuków mają dziadkowie. Ale okazuje się niespodziewanie, że i ona gdzieś się kiedyś kończy. Lekko wyprowadzony z równowagi dziadek, co świadczy o porządnym wyprowadzeniu z równowagi przez moją córeczkę, lekko podnosi głos. Sytuacja na pewno jest poważna. Wnuczątko ma jednak do perfekcji opanowany powrót do pozycji wyjściowej. Mając na myśli sferę czysto duchową, pozwalając jednak, by zabrzmiało wieloznaczniej:
- No, ale chyba mnie nie wydziedziczysz?

No, chyba nie.
Chyba nigdy nikt nie rozczulał dziadka tak, jak jedyna wnuczka.

21:02, mammouth
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 lutego 2018

Tegoroczne ferie w górach poza korzyściami założonymi przyniosły nam również nieoczekiwanie przesympatyczną znajomość. Chyba rzeczywiście coś jest w prawdzie, że do takiego skansenu narciarskiego jakim jest nasza ulubiona meta ciągną jednostki i grupy specyficzne. Ja sama, z racji monotematyczności mety, aż takiego rozeznania nie mam, ale dla tych co je mają atmosfera jest zauważalna. I równolegle z tym jak doskonale zgrana ze mną towarzyszka na stoku okazała się sąsiadką z pokoju na kwaterze, jej dzieci doskonale zasymilowały się z moim. No, może prawie doskonale, z takich przyczyn jak nieznaczna różnica wieku.

Pewnego wieczoru, po aktywnym narciarstwie, z chwilowego relaksu wyrywa mnie energiczne pukanie w drzwi. Otwieram i już po chwili czuję się jak w dobrze znanym mi kabarecie: trzylatek w towarzystwie dwóch nieco starszych dziewczynek coś do mnie mówi. Patrzę wyczekująco, ale jedyne co przychodzi mi do głowy to Kołaczkowska:
- Nie będę udawać. Nic nie zrozumiałam.
Chłopczyk niecierpliwie komunikuje dalej, coś mi pokazując, wspiera go pięciolatka.
Dalej nic, nawet punktu zaczepienia. Podejmuję próbę improwizowaniem, również bez sukcesu. Dzieci wyrozumiale powtarzają kwestię, po czym jednak lekko zniechęcone odchodzą na inny krąg zabawy. I na to z łazienki wyłania się córeczka, skrywająca się z zakłopotania brakiem spodni, będąc w chwili odwiedzin w niekońcowej fazie przebierania. Wychynięciu towarzyszy pełna dezaprobaty i niedowierzania uwaga:
- Naprawdę nie rozumiałaś, że dziewczynka się uderzyła i że teraz ją boli, i że ma tam teraz czerwone...?

Patrzę na nią z osłupieniem.
Naprawdę.
Wywiad Potemu z Arturem to pikuś.

21:30, mammouth
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lutego 2018

- No, to bądź dzielna i baw się dobrze. - Dorzucając słowa otuchy zostawiam córeczkę w grupie dzieci wybitnie uzdolnionych w kierunku muzycznym oraz indywidualistycznym. Otucha przydatna jest tu wyłącznie w kontekście palca, ponarciarsko i chwilowo zaopatrzonego w szykowną szynę. Która to szyna przez kilka pierwszych dni przewrotnie cieszyła, przedłużając ferie od skrzypiec, aktualnie jednak bardziej wadzi, zwłaszcza w kontekście trzewików z sznurówkami. Podczas kilkugodzinnych popołudniowych zajęć córeczki w szkole dobrze jest mieć na siebie twórczy pomysł i wybieram się go realizować. Twórczo jednak podchodzić można nie tylko do kwestii spędzania czasu, o czym przekonuje mnie błyskawiczna riposta:
- Dobrze. Tylko jak się będę dobrze bawić to zapewne dostanę upomnienie i jedynkę.

I chociaż w kontekście ostatniego natarcia podobnych jedynek w każdej ze szkół córeczki sama bawię się średnio, zatrzymuje mnie jednak na chwilę refleksja, jak doskonale potrafimy różnić się myśląc pozornie o tym samym.

20:39, mammouth
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36