RSS
czwartek, 28 czerwca 2018

- Ja podobno znam tę panią Olę z dzieciństwa... - spostrzeżeniem nieco bardziej nabytym niż własnym dzieli się tatuś, gdy rozmawiamy sobie o nowych przedmiotach w szkole muzycznej córeczki, które rozpoczną się wraz z nowym rokiem szkolnym. Jak dziwnie by to nie brzmiało w pierwszych dniach po zakończeniu starego, gdy nikt jeszcze nie przestawił się na tryb wakacyjny i rozpędem zamiast przy ciepłym morzu jest się myślami w chłodniejszym wrześniu. Przestawienie nastąpi niewątpliwie, z kolejnym wypadnięciem z codziennych trybów, tymczasem jednak tatuś drąży temat skutecznie zaszczepiony: - Podobno uczyła Maryśkę gry na gitarze. Nie wiem tylko jak ona wygląda...
- Ja ci powiem - z pomocą spieszy córeczka, która ze swoimi nauczycielami tak obecnymi, jak i potencjalnymi, zdążyła się już nieźle obeznać: - Ma mocno pomalowane usta szminką i blond włosy postawione jak punk. - Pomoc jest rzeczowa i trzeźwa: - Ale w dzieciństwie pewnie tak nie wyglądała.

21:31, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- O, widzę, że miś też kibicuje - zauważam obecność pluszowego misia na dobre sny w objęciach wiernej mu mojej córeczki, po tym, jak rodzina zważywszy na moje beznadzieje samopoczucie po niefortunnej kombinacji żywieniowej postanowiła o nie zadbać i aby nie zostawiać mnie samej, ściągnęła na wspólne oglądanie meczu w mojej zdecydowanie nieulubionej dyscyplinie sportu. I na którym najciekawszym elementem jest dla mnie właśnie miś z misiem.
- Tak, też. - Nie odrywając się od telewizora odpowiada córeczka, o tyle grzecznie, co nieuważnie. 
- A też jest fanem futbolu czy bardziej tak, jak ja?
- Bardziej tak, jak ty.

Czego się nie robi dla towarzystwa.

21:08, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- Misiu, ta bluza dresowa... - zaczynam, ale nie kończę, gdyż:
- Co ci się nie podoba w mojej bluzie? - Córeczka błyskawicznie przechodzi do ofensywy.
- Jest bardzo ładna, tylko do reszty stylizacji... - ciągnę, lecz:
- Wiem. Jak świni siodło, kwiatek do kożucha, pięść do oka i wół do karety.

I... właśnie.

20:36, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- Małe dzieci są takie fajne... - stwierdza córeczka bawiąc się w najlepsze na placu zabaw wraz z grupą dzieci młodszych i starszych, z którą odbywamy ciekawą wycieczkę w Górach Stołowych. Stwierdzenie już przyciąga moje zainteresowanie i podążając za nim nawet bez głębszego namysłu nie mogę się nie zgodzić. Zwłaszcza, że refleksje idą dalej: - Wyglądają jak dorośli, tylko trochę zmniejszeni, trochę pogrubieni i ubrani w takie słodkie ciuchy...

20:28, mammouth
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 maja 2018

- Mamooo... - w sobotni wczesny poranek przejęty szept wyrywa mnie z wędrówki na ośnieżoną górę, na której szczycie zamiast szczytu objawia się budowa autostrady z flotą ciężkiego sprzętu. Udaje mi się jeszcze dodzwonić do radia by przekazać pozdrowienia i już porzucam Morfeusza na dobre, gdyż głosowi spoza snu towarzyszy narastające szarpanie za ramię. - Mamoooo..., Mania - nasz młody kotek - ma kleszcza. Takiego NAJEDZONEGO! 

I w tym momencie wiem, że już nie chce mi się spać. A wstawać tym bardziej.

Nie bez powodu zresztą.

Z dochodzących po dłuższej chwili odgłosów uwieńczonych rykiem odkurzacza wnioskuję na temat jakiegoś zamieszania, które dociera do mnie w swoim czasie, w swoim stylu, czyli w postaci córeczki pełnej politowania, prezentującej wielkość ziarenka grochu:
- Nie wiem jak tata mógł zgubić TAKIEGO kleszcza...

20:37, mammouth
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 maja 2018

- Mamooo - słyszę z góry, skąd chwilę wcześniej dobiegały mnie dźwięki koncertu skrzypcowego - a mogę zagrać tylko drugą część mazurka?
- No, chyba żartujesz - są pewne zasady i nie mogę przecież odpowiedzieć inaczej. Negocjator ma swoje cele i łatwo się jednak nie poddaje:
- A mogę zagrać tylko raz?
- A ty teraz ćwiczysz czy odbębniasz? - Unikając konfrontacyjnej odpowiedzi wprost podejmuję próbę motywacyjno-pedagogiczną, która spala na panewce szybciej niż się spodziewam, gdyż góra odpowiada z rozbrajającą szczerością:
- Odbębniam...

11:06, mammouth
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2018

Wieczory są urocze.
Odprowadzam córeczkę do spania, z całym rytuałem. W zbyt krótkich piżamowych spodniach, rozczesanych metrowych włosach, zmęczona późną porą, wtulając się na dobranoc - nie przestaje być sobą:
- Pachniesz grobem - słyszę czułe i zamieram. Tylko na chwilę i tylko niedosłownie, gdyż w miarę szybko okazuje się, jaki jest sens wypowiedzi, związany nie z moim wiekiem czy stanem, a z zapachem użytego przeze mnie płynu do kąpieli, kojarzącego się z cmentarnymi kwiatami. Kwiatami, jak się dowiaduję, woniejącymi jednakowo, bez względu na gatunek. Pojęcia nie mam skąd ta wiedza, od sztucznych kwiatów stronimy jak od populizmu. Ale oddycham z ulgą.

I zabieram zapach ze sobą:-)

21:25, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- Mamo, ja naprawdę potrzebowałabym nową piżamkę... - zgłasza zmierzająca ku spaniu córeczka, zatrzymana jeszcze na dłuższą chwilę przy rozczesywaniu jeszcze dłuższych włosów. Uwadze udaje się jakimś cudem dotrzeć nawet do tatusia, z założenia przygłuchego na tego typu spostrzeżenia. 
- No, faktycznie, woda w piwnicy - zauważa mimochodem ten ostatni, nie odrywając się zbyt gwałtownie od swojego komputera. Kochana córeczka postanowiła jednak oderwać tatusia skuteczniej, posiłkując się przy tym przepiękną pieśnią wielkanocną Oto jest dzień, który dał nam Pan, wykonywaną przez nas uroczyście całkiem niedawno. Głosem niebiańskiego psalmisty, czyniąc przy tym aluzję prawie całkiem niewinną:

- Ty, który nosisz spodnie na swych piętach...

21:06, mammouth
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2018

- Zobacz mamo, łabądź! - Wyrywa mnie z odrętwienia zawodowego kierowcy dowożącego tam i z powrotem córeczka. Przemierzając całkowicie podmiejskie okolice przynajmniej jedna z nas chłonie oznaki budzącej się wiosny i natury. 
- Mówi się łabędź - nie chłonąc poprawiam machinalnie, nie oddrętwiając się jeszcze do końca. Mam jednak ku temu okazję, gdyż temat z czyjejś wrodzonej przekory staje się rozwojowy.
- Łabądź.
- Łabędź.
- Ale przecież mówi się „bądź”, a nie „będź”.
- Ale łabędź nie jest od czasownika „łabyć” - orzekam tonem mojej ulubionej pani profesor i sprawa wydaje się być zamknięta. Ale tylko się wydaje, gdyż profesorstwo również okazuje się dziedziczne:
- Od bezokolicznika „łabyć”.

19:49, mammouth
Link Dodaj komentarz »

- O, czemu ja tutaj jadę... - spostrzegam poniewczasie głównie do siebie, ale okazuje się, że również do córeczki, którą w pierwszym dniu po świętach, jeszcze wolnym w szkole, a już nie w pracy, wiozę nieoczekiwanie na miejsce przesiadkowe, z którego jedzie się do szkoły, a nie do pracy.
- No ja się właśnie dziwię dlaczego tu jedziesz - życzliwie i ze spokojem spostrzega przytomna córeczka.
- No właśnie. Przecież nie jedziemy dzisiaj do Marty... - biadolę żałośnie, obierając przy okazji możliwie najkrótszy wariant dalszej dłuższej drogi. Ci co mnie znają wiedzą, jak bardzo nie lubię się gubić.
- No ja to wiem - przytomnie ciągnie wieziona. - Dziwię się, że TY NIE WIESZ.

19:11, mammouth
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37